Czas spełnienia w życiu człowieka
Czas spełnienia nie przychodzi jak nagłe objawienie, choć lubimy sobie wmawiać, że właśnie tak powinno być. Że gdzieś istnieje moment przełomu, punkt zapalny, chwila absolutnej jasności, w której wszystko nagle układa się w sensowną całość, a życie – dotąd chaotyczne, poszarpane, pełne niedomkniętych wątków – wreszcie zaczyna brzmieć jak dobrze skomponowana opowieść. Patrzy się wtedy na własne doświadczenia jak na rozrzucone puzzle, które wreszcie znajdują swoje miejsce, jakby ktoś odgórnie, cierpliwie, przez lata układał je w ukryciu, czekając tylko na właściwy moment, żeby odsłonić gotowy obraz. Tyle że im dłużej się żyje, tym bardziej ta wizja zaczyna pękać, jakby ktoś powoli zdejmował z niej warstwy złudzeń, aż zostaje surowa konstrukcja oczekiwań, zawieszeń i nieustannych prób dogonienia czegoś, co za każdym razem znajduje się o krok dalej. Są takie momenty, w których człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem całe życie nie jest jedną wielką grą w odraczanie. O...