Nie lubię Sudoku

 


 Cyfry rozłożone na białej planszy potrafią czasem powiedzieć więcej o człowieku niż niejeden psychologiczny test, bo pokazują coś bardzo prostego i jednocześnie bardzo niewygodnego: nie każda rzecz, która wymaga wysiłku, musi automatycznie stać się czymś wartościowym dla każdego. W czasach, gdy niemal wszystko próbuje się mierzyć skutecznością, rozwojem i produktywnością, nawet chwila odpoczynku musi mieć swoją funkcję, certyfikat przydatności i uzasadnienie. Zwykłe siedzenie przy kartce z ołówkiem coraz częściej nie wystarcza. Trzeba jeszcze udowodnić, że ćwiczy pamięć, poprawia koncentrację albo zwiększa sprawność umysłu. Jakby sama przyjemność była czymś podejrzanym, czymś zbyt lekkim, żeby mogła mieć znaczenie.

Właśnie dlatego Sudoku zawsze budziło we mnie dziwne poczucie dystansu. Nie chodzi nawet o same liczby, bo liczby same w sobie nigdy nie były problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy zostają wyrwane z całego świata znaczeń i pozostają tylko jako zimne symbole czekające na właściwe miejsce. Patrzę na taką planszę i widzę nie zagadkę, ale zamknięty system, który nie chce ze mną rozmawiać. Nie opowiada żadnej historii, nie zostawia przestrzeni na skojarzenia, nie pozwala pobłądzić w świecie wyobraźni. Jest jak perfekcyjnie działająca maszyna, która wykonuje swoją pracę bez najmniejszej potrzeby nawiązania kontaktu z człowiekiem po drugiej stronie.

Może właśnie dlatego tak wiele osób zachwyca się Sudoku, a jednocześnie tak trudno niektórym zrozumieć, dlaczego inni patrzą na nie z obojętnością. To jedna z tych dziwnych rzeczy, które potrafią podzielić ludzi bardziej niż poważniejsze tematy. Jedni widzą w tym elegancję, czystość logiki i piękno prostych zasad. Inni widzą pustkę, powtarzalność i coś przypominającego intelektualną układankę stworzoną bardziej dla dyscypliny niż dla przyjemności. Ten sam obrazek może być dla jednej osoby spokojnym oceanem, a dla drugiej zimnym laboratorium, w którym każda minuta spędzona nad kratkami przypomina próbę rozwiązania problemu, którego nigdy nie chciała mieć.

Najbardziej zastanawiające jest to, jak często ludzie próbują przekonać samych siebie do rzeczy, które wcale ich nie cieszą. Współczesność nauczyła nas dziwnego rodzaju samozmuszania. Trzeba czytać książki, które wypada znać, oglądać seriale, o których wszyscy mówią, interesować się rzeczami, które uchodzą za rozwijające. Nawet hobby potrafi stać się kolejnym zadaniem do odhaczenia. Sudoku idealnie wpisuje się w ten schemat, bo wokół niego narosła aura intelektualnej szlachetności. Skoro rozwiązujesz łamigłówki, to przecież dbasz o swój mózg. Skoro ćwiczysz logikę, robisz coś dobrego dla siebie. Tylko gdzieś po drodze ginie najważniejsze pytanie: czy podczas tego wszystkiego człowiek jeszcze czuje jakąkolwiek radość?

Może właśnie ta sprzeczność najbardziej mnie w tym wszystkim fascynuje. Z jednej strony mamy potrzebę rozwijania się, utrzymywania umysłu w dobrej formie i szukania wyzwań. Z drugiej strony mamy zwykłą ludzką potrzebę przyjemności, lekkości i emocjonalnego zaangażowania. Nie każda aktywność, która zmusza mózg do pracy, musi poruszać człowieka. Nie każda trudność jest automatycznie fascynująca. Czasem trudność pozostaje tylko trudnością, a wysiłek pozostaje tylko wysiłkiem.

Krzyżówka potrafi wciągnąć mnie dlatego, że każde hasło ma jakiś ślad człowieka. Za jednym słowem może kryć się historia, miejsce, postać, wspomnienie albo skojarzenie z czymś dawno zapomnianym. Nawet pomyłka ma tam jakiś charakter. Człowiek próbuje, błądzi, wraca, zmienia odpowiedź. Jest w tym coś niedoskonałego i przez to bardziej ludzkiego. Sudoku natomiast wydaje się bezlitosne w swojej sterylności. Nie interesuje go intuicja, nie obchodzi go przeczucie, nie nagradza fantazji. Chce jedynie poprawności. Jedna liczba w złym miejscu i cały układ zaczyna się rozpadać jak konstrukcja postawiona z kart.

Może właśnie dlatego niektórzy kochają Sudoku. Może dla nich ta bezwzględność jest właśnie największą zaletą. W świecie pełnym emocjonalnego chaosu, niepewnych relacji i ciągłych zmian istnieje coś uspokajającego w rzeczywistości, gdzie zasady są jasne, a odpowiedź zawsze istnieje. Człowiek może przez kilkadziesiąt minut wejść do świata, w którym nie trzeba interpretować cudzych intencji, nie trzeba zastanawiać się nad słowami innych ludzi, nie trzeba analizować własnych błędów. Jest tylko plansza i reguła. Może dla wielu osób to nie jest chłód, ale właśnie ulga.

Trudno jednak nie zauważyć pewnego paradoksu. Szukamy coraz bardziej skomplikowanych form rozrywki, coraz bardziej zaawansowanych aplikacji i coraz większej liczby bodźców, a jednocześnie ogromną popularność zdobywa coś tak prostego jak dziewięć cyfr w dziewięciu polach. Może ludzie nie zawsze szukają rozrywki. Może czasem szukają schronienia. Miejsca, w którym świat na chwilę przestaje wymagać odpowiedzi, a jedynym problemem pozostaje ta jedna brakująca liczba, która nie chce wskoczyć na swoje miejsce.

Dziwne jest tylko to, że nawet takie małe rzeczy potrafimy zamienić w kolejne pole bitwy. Jedni patrzą na osoby nierozwiązujące Sudoku jak na ludzi, którzy nie doceniają jego wartości. Drudzy patrzą na fanów tej gry jak na osoby zachwycające się czymś przesadnie przecenionym. Jakby każda osobista preferencja musiała natychmiast stać się deklaracją światopoglądową. Jakby zwykłe „nie podoba mi się” nie mogło już istnieć bez tłumaczenia się, argumentowania i obrony własnego stanowiska.

A przecież czasem coś po prostu nie trafia w człowieka. Czasem pewien rytm, pewna forma, pewien sposób myślenia pozostaje obcy, nawet jeśli inni odnajdują w nim spokój. Nie wszystko musi zostać pokochane, zrozumiane i zaakceptowane. Niektóre rzeczy mogą po prostu istnieć obok nas, bez potrzeby budowania między nimi a nami więzi.

Może dlatego plansza Sudoku za każdym razem wywołuje we mnie tę samą mieszankę zdziwienia i dystansu. Widzę w niej precyzję, której nie potrafię pokochać. Widzę logikę, która nie daje mi poczucia odkrywania. Widzę porządek, który zamiast uspokajać, pozostawia pewien chłód. I gdzieś pomiędzy tymi pustymi kratkami, pomiędzy liczbami czekającymi na swoje miejsce, zostaje to dziwne pytanie, którego chyba nie da się do końca rozwiązać, bo nie dotyczy już samej gry, ale tego, dlaczego jedne rzeczy otwierają przed nami drzwi, a inne pozostają zamknięte, nawet jeśli wszyscy wokół twierdzą, że za nimi znajduje się coś wyjątkowego.



 Najbardziej interesujące w takich drobnych ludzkich przyzwyczajeniach jest to, że rzadko kiedy chodzi naprawdę o samą czynność. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że spór dotyczy tylko kawałka papieru z kratkami, kilku cyfr i zasad, które można przecież wytłumaczyć w kilku zdaniach. Jednak pod powierzchnią tej niewinnej rozrywki kryje się coś znacznie bardziej osobistego, coś, co dotyka sposobu, w jaki człowiek szuka porządku w świecie, który coraz częściej wymyka się spod kontroli. Każdy ma swoje małe rytuały, swoje drobne ucieczki, swoje miejsca, do których wraca, kiedy rzeczywistość staje się zbyt głośna. Dla jednych będzie to właśnie Sudoku, dla innych muzyka słuchana po raz setny, stara książka z pozaginanymi rogami albo spacer tą samą trasą, którą znają na pamięć. Nie chodzi nawet o to, czy dana rzecz jest obiektywnie dobra, wartościowa albo rozwijająca. Chodzi o tę niewidzialną więź, która powstaje między człowiekiem a przedmiotem, czynnością albo chwilą.

Może dlatego tak trudno czasem zrozumieć fascynację czymś, co dla drugiej osoby wydaje się zupełnie pozbawione emocji. Patrząc na kogoś, kto godzinami siedzi nad planszą Sudoku, można odnieść wrażenie, że obserwuje się człowieka zanurzonego w bardzo prywatnym świecie. W świecie, którego reguły są dla niego jasne, przewidywalne i bezpieczne. Być może właśnie tam, w tych dziewięciu polach i dziewięciu cyfrach, znajduje coś, czego nie znajduje poza nimi. Codzienność jest pełna niedokończonych rozmów, niejasnych decyzji, relacji, w których nigdy nie wiadomo, co naprawdę oznacza czyjeś milczenie albo uśmiech. Ludzie potrafią tygodniami analizować jedno zdanie wypowiedziane przez drugą osobę, szukać ukrytych znaczeń, wracać do dawnych sytuacji i zastanawiać się, co mogło potoczyć się inaczej. Tymczasem plansza Sudoku nie udaje niczego. Nie ma drugiego dna. Nie ma emocjonalnych gier. Jest tylko układ, który albo działa, albo nie.

Może właśnie ta prostota jest dla wielu ludzi największą wartością. Nie dlatego, że liczby są fascynujące same w sobie, ale dlatego, że w świecie pełnym niepewności pojawia się coś, co nie wymaga interpretacji. Człowiek nie musi zastanawiać się, czy został dobrze zrozumiany. Nie musi czekać na odpowiedź. Nie musi odczytywać między wierszami. Każda cyfra ma swoje miejsce, każda reguła ma swoje znaczenie, każdy błąd można odnaleźć i poprawić. To niemal przeciwieństwo ludzkich relacji, w których czasami nawet po wielu latach znajomości pozostaje jakaś tajemnica, jakaś niedopowiedziana historia, jakaś część drugiego człowieka, do której nigdy nie ma pełnego dostępu.

A jednak właśnie ta doskonała przewidywalność może być dla niektórych ludzi czymś obcym. Są osoby, które potrzebują w swoich zainteresowaniach chaosu, przypadkowości i emocji. Potrzebują elementu zaskoczenia, poczucia, że coś odkrywają, a nie tylko wykonują serię logicznych operacji. Dlatego jedni potrafią godzinami układać cyfry, a inni wolą zagłębiać się w słowa, obrazy, dźwięki albo historie. Człowiek często nie szuka samego rozwiązania problemu. Szuka drogi, która prowadzi do tego rozwiązania. Szuka atmosfery, napięcia, pewnego rodzaju opowieści, która dzieje się w jego głowie podczas wykonywania danej czynności.

Być może właśnie tutaj pojawia się największa różnica między różnymi rodzajami łamigłówek. Niektóre z nich przypominają rozmowę. Pozwalają na skojarzenia, intuicję, błędne tropy i nagłe olśnienia. Człowiek czuje, że bierze udział w pewnego rodzaju poszukiwaniu. Sudoku natomiast przypomina bardziej samotne spotkanie z konstrukcją, która została już dawno zaprojektowana i czeka tylko na to, aż ktoś ją poprawnie odczyta. Dla jednych to piękno. Dla innych pustka.

Najbardziej przewrotne jest jednak to, że nawet niechęć do pewnych rzeczy potrafi mówić o człowieku więcej niż jego zachwyt. To, co nas odpycha, często pokazuje nasze własne potrzeby. Niechęć do zimnej logiki może wynikać z potrzeby większej ilości emocji. Niechęć do sztywnych zasad może wynikać z przywiązania do wolności i spontaniczności. Niechęć do powtarzalnego schematu może być tęsknotą za czymś, co ma w sobie więcej życia. Czasami człowiek nie odrzuca samej rzeczy, ale to, co ona symbolizuje.

Współczesny świat bardzo lubi tworzyć rankingi rzeczy właściwych i niewłaściwych. Nawet odpoczynek został poddany ocenie. Jedna forma relaksu jest ambitna, druga mniej ambitna. Jedno hobby świadczy o rozwoju, inne o marnowaniu czasu. Nawet zwykłe spędzanie kilku minut przy łamigłówce może zostać natychmiast opisane językiem korzyści, efektywności i samodoskonalenia. Jakby człowiek nie miał już prawa robić czegoś tylko dlatego, że sprawia mu to przyjemność albo przeciwnie, nie robić czegoś, mimo że inni uznają to za wartościowe.

W tym wszystkim jest pewien absurd. Ludzie całe życie próbują znaleźć własne miejsce, własny sposób przeżywania codzienności, a jednocześnie bardzo często czują presję, żeby lubić dokładnie to, co lubią inni. Potrafią udawać zainteresowanie, żeby pasować do grupy. Potrafią zmuszać się do pasji, która nigdy nie była ich własna. Potrafią nawet czuć lekkie poczucie winy, że coś popularnego nie wywołuje w nich żadnych emocji. Jakby brak zachwytu był jakąś osobistą porażką.

Może dlatego tak ciekawa jest sama obserwacja ludzi przy ich ulubionych zajęciach. Jedna osoba pochyla się nad planszą Sudoku z absolutnym spokojem, jakby na chwilę odcinała się od całego świata. Ktoś inny patrzy na tę samą planszę i widzi tylko monotonny układ znaków, który nie potrafi go przyciągnąć nawet przez minutę. Obie reakcje są prawdziwe, bo obie wynikają z czegoś głębszego niż sama gra. Wynikają z osobistego sposobu odbierania rzeczywistości.

Człowiek jest dziwną istotą, bo potrafi przywiązać się do rzeczy zupełnie niewidocznych dla innych. Potrafi kochać piosenkę, której ktoś inny nie znosi. Potrafi wracać do miejsca, które dla innych jest zwykłym punktem na mapie. Potrafi czerpać spokój z czynności, która z boku wygląda na kompletnie pozbawioną emocji. Może właśnie na tym polega cała tajemnica ludzkich upodobań, że nie da się ich do końca wyjaśnić samą logiką.

Bo przecież człowiek sam w sobie jest pełen sprzeczności. Szuka porządku, ale tęskni za chaosem. Chce bezpieczeństwa, ale szybko zaczyna się nudzić stabilnością. Potrzebuje zasad, ale jednocześnie pragnie ich przekraczania. Czasami odrzuca coś nie dlatego, że jest złe, ale dlatego, że nie znajduje w tym fragmentu samego siebie.

I może dlatego pewne rzeczy pozostają na zawsze gdzieś obok. Nie stają się częścią codziennych rytuałów, nie wywołują tego szczególnego poczucia powrotu, które sprawia, że człowiek sięga po coś kolejny raz bez zastanowienia. Pozostają jako coś obserwowanego z dystansu, coś, co można zrozumieć rozumem, ale czego nie da się poczuć. Jak zamknięte drzwi, za którymi być może znajduje się coś interesującego, ale do których ręka nigdy naprawdę nie sięga. I gdzieś pomiędzy ciekawością a obojętnością zostaje ta dziwna przestrzeń, w której nie wszystko musi zostać rozwiązane, nazwane i doprowadzone do końca.



 Może właśnie dlatego Sudoku pozostanie dla mnie jedną z tych rzeczy, które stoją gdzieś na granicy zrozumienia i obojętności. Nie jako coś złego, nie jako coś, co trzeba odrzucić albo z czym należy walczyć, ale jako pewien zamknięty świat, do którego inni mają klucz, a ja wciąż patrzę na drzwi z lekkim zdziwieniem. Czasami człowiek spotyka takie rzeczy w życiu. Przedmioty, miejsca, książki, filmy, piosenki, które dla innych są niemal częścią tożsamości, a dla niego pozostają tylko obcym językiem. Można znać zasady, można rozumieć zachwyt innych, można nawet dostrzec pewne piękno, a mimo to nie poczuć żadnego przyciągania.

Najdziwniejsze w ludzkich upodobaniach jest to, że nie zawsze rodzą się z rozsądku. Nikt przecież nie siada i nie analizuje chłodno, dlaczego dana rzecz zaczyna być dla niego ważna. Nie tworzymy tabeli argumentów, nie sprawdzamy wszystkich zalet i wad, zanim przywiążemy się do jakiegoś rytuału. Coś po prostu zaczyna mieć znaczenie. Jedno miejsce kojarzy się z konkretnym wspomnieniem, jedna melodia potrafi przenieść człowieka o kilkanaście lat wstecz, jeden zapach potrafi otworzyć drzwi do historii, o której dawno się nie myślało. A czasami coś pozostaje całkowicie puste, mimo że inni próbują przekonać nas, że powinniśmy widzieć w tym coś wyjątkowego.

Może problem nigdy nie tkwił w samym Sudoku. Może chodzi bardziej o tę dziwną ludzką potrzebę odnajdywania emocji tam, gdzie ktoś inny widzi wyłącznie strukturę. Jedni potrafią zachwycić się perfekcyjnie ułożonym mechanizmem, inni potrzebują niedoskonałości, przypadkowego szczegółu, małego chaosu, który sprawia, że coś zaczyna żyć. Niektórzy odnajdują spokój w świecie, gdzie wszystko ma swoje miejsce. Inni czują się najlepiej tam, gdzie istnieje możliwość błądzenia, pomyłki, niespodziewanego odkrycia.

Być może właśnie dlatego tak wiele rzeczy dzieli ludzi, mimo że pozornie nie mają żadnego znaczenia. Nie chodzi przecież naprawdę o cyfry w kratkach. Nie chodzi o gazetową łamigłówkę ani aplikację na telefonie. Chodzi o coś głębszego, o sposób, w jaki każdy z nas próbuje urządzić sobie mały fragment rzeczywistości. Każdy człowiek buduje własne schronienia. Czasem są nimi rozmowy z konkretnymi osobami, czasem samotne wieczory, czasem kolekcjonowanie rzeczy, których inni zupełnie nie rozumieją. Każdy ma swoje małe miejsca ucieczki, nawet jeśli z zewnątrz wyglądają one zupełnie zwyczajnie.

W tym wszystkim jest też pewna melancholia, bo z czasem człowiek zaczyna zauważać, jak wiele rzeczy pozostaje dla niego niedostępnych. Można całe życie próbować zrozumieć fascynacje innych ludzi, ale nigdy nie wejść w nie w pełni. Można słuchać opowieści o czyjejś pasji i widzieć błysk w oczach drugiej osoby, ale samemu nigdy nie poczuć tego samego. I chyba właśnie to jest jedna z najbardziej ludzkich rzeczy. Nie jesteśmy stworzeni tak, aby wszyscy zachwycali się tym samym. Gdyby tak było, świat byłby dziwnie uporządkowany, ale jednocześnie pozbawiony tej różnorodności, która sprawia, że każdy człowiek nosi w sobie trochę inny sposób patrzenia.

Może dlatego niektóre rzeczy zostają obok nas przez całe życie. Nie stają się wrogami, nie stają się problemami, po prostu istnieją gdzieś w tle. Jak piosenka lecąca w radiu, której nie przełączamy, ale też nigdy nie dodajemy do ulubionych. Jak książka stojąca na półce, którą wszyscy zachwalają, a która mimo wielu prób nie potrafi nas wciągnąć. Jak rozmowa, która była poprawna, ciekawa, nawet wartościowa, ale po której nie zostaje żadne echo.

Człowiek często szuka tego echa. Tego drobnego śladu, który zostaje po spotkaniu z czymś ważnym. Nie chodzi wyłącznie o zachwyt. Czasami wystarczy zwykłe poczucie, że dana rzecz pasuje do naszego sposobu myślenia, do naszego tempa, do naszego charakteru. Kiedy tego brakuje, nawet najbardziej ceniona rzecz może pozostać tylko obiektem obserwacji.

Sudoku może być dla wielu osób spokojnym rytuałem, chwilą ciszy w świecie pełnym hałasu, momentem, w którym wszystko na chwilę staje się prostsze. I może właśnie dlatego jego fenomen jest tak ciekawy. Bo pokazuje, że ludzie nie zawsze szukają tego samego, nawet jeśli robią dokładnie to samo. Dla jednej osoby ta sama plansza będzie wyzwaniem, które daje satysfakcję. Dla drugiej będzie tylko zbiorem znaków, przez które trudno przebić się do jakiegokolwiek emocjonalnego znaczenia.

Może największym paradoksem jest to, że nawet rzeczy pozornie pozbawione uczuć potrafią wywoływać bardzo silne reakcje. Można przecież nie lubić czegoś, czego się do końca nie rozumie. Można czuć irytację wobec czegoś, co dla innych jest źródłem spokoju. Można patrzeć na czyjąś pasję i zastanawiać się, gdzie dokładnie znajduje się ten moment, w którym zwykła czynność zamienia się w coś osobistego.

Być może odpowiedź nigdy nie pojawia się w samym przedmiocie. Może nigdy nie była ukryta w cyfrach, słowach ani zasadach. Może zawsze znajdowała się po stronie człowieka, który patrzy, ocenia, czuje albo nie czuje niczego. Bo ostatecznie każda rzecz, którą spotykamy, przechodzi przez filtr własnych doświadczeń, wspomnień i oczekiwań. Ta sama plansza może być dla kogoś początkiem spokojnego wieczoru, a dla kogoś innego symbolem czegoś zupełnie odwrotnego.

I może właśnie dlatego niektóre zagadki pozostają nierozwiązane nie dlatego, że są zbyt trudne, ale dlatego, że nie są nasze. Nie każda tajemnica czeka na odkrycie. Nie każda zamknięta przestrzeń musi zostać otwarta. Czasami wystarczy pozostać po drugiej stronie drzwi i przez chwilę zastanawiać się, co sprawia, że dla jednych ludzi znajduje się tam cały świat, a dla innych tylko cicha, pusta przestrzeń, której nie sposób wypełnić żadną cyfrą.

Komentarze

  1. Nie każda aktywność „dla mózgu” musi dawać radość — i naprawdę nie trzeba się z tego tłumaczyć jak na komisji od efektywnego odpoczynku. 😄 Krzyżówki rzeczywiście mają w sobie więcej skojarzeń, historii i miejsca na błądzenie, podczas gdy sudoku to czysta logika albo, dla niektórych, elegancka kratkowana forma tortur. Najważniejsze, żeby hobby nie było kolejnym punktem na liście zadań, tylko czymś, do czego faktycznie chce się wracać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj deszczowo Andrzeju
    Moja mam kocha Sudoku. A ja go nie rozwiązuję. Każdy z nas może mieć swoje własne ćwiczenia dla umysłu. Hobby ma być przyjemnością
    Pozdrawiam dojrzałym latem

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty