Ocena bloga przez sztuczną inteligencję, czy można jej zaufać?
lipca 12, 2026
Ocena bloga przez sztuczną inteligencję brzmi dziś jak coś pomiędzy wygodnym narzędziem a niepokojącym zwierciadłem, w którym nagle przestajemy widzieć tylko swoje intencje, a zaczynamy dostrzegać ich chłodną interpretację. Siadłem do tego tematu z poczuciem, że to będzie kolejny techniczny eksperyment, coś w rodzaju sprawdzenia algorytmicznej funkcji, która ma pomóc lepiej rozumieć własne treści. A jednak bardzo szybko okazało się, że to wcale nie jest rozmowa o narzędziu. To jest rozmowa o tym, jak łatwo człowiek zaczyna oddawać własną tożsamość pisarską w ręce czegoś, co nie zna zmęczenia, nie zna emocjonalnej lojalności wobec tekstu i nie pamięta procesu, który doprowadził do powstania zdania. AI nie „czyta” bloga w ludzkim sensie, ona go rozkłada, analizuje, segmentuje, przelicza, porównuje do tysięcy innych struktur, a potem zwraca wynik, który brzmi jak diagnoza, choć w rzeczywistości jest tylko bardzo zaawansowaną statystyką ubraną w język przypominający opinię.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się coś, co trudno zignorować, bo człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do tego, że jego twórczość może zostać oceniona w sposób natychmiastowy, pozornie obiektywny i pozbawiony emocjonalnego ciężaru. To daje poczucie porządku, ale jednocześnie odbiera coś znacznie bardziej kruchego, czyli moment niepewności, w którym autor naprawdę konfrontuje się z tym, co stworzył. AI nie czeka, nie waha się, nie „czyta między wierszami” w sposób intuicyjny. Ona natychmiast zamienia tekst w zestaw parametrów: styl, spójność, potencjał SEO, zaangażowanie, struktura. I choć na poziomie funkcjonalnym to imponujące, na poziomie ludzkim zaczyna przypominać sytuację, w której ktoś mówi nam, że nasze emocje zostały przeliczone i sklasyfikowane.
W tym nowym układzie relacji między twórcą a algorytmem pojawia się też subtelna zmiana w sposobie, w jaki człowiek zaczyna myśleć o swoim pisaniu. Zamiast pytać „co chcę powiedzieć”, coraz częściej pojawia się pytanie „jak to zostanie ocenione”. I nie chodzi tu o proste podporządkowanie się SEO czy trendom, ale o coś bardziej wewnętrznego, niemal niezauważalnego. O przesunięcie punktu ciężkości z ekspresji na optymalizację. Blog przestaje być przestrzenią zapisu myśli, a zaczyna być obiektem analizy, który ma spełniać określone kryteria, nawet jeśli te kryteria zostały stworzone przez system, który nigdy nie doświadczył procesu pisania jako aktu emocjonalnego.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, jak bardzo AI potrafi jednocześnie trafnie i nietrafnie opisać rzeczywistość twórcy. Bo z jednej strony potrafi wychwycić coś, co dla człowieka jest trudne do zobaczenia z dystansu: brak spójnej niszy, rozproszenie tematyczne, nierówną strukturę, momenty, w których tekst bardziej płynie niż się rozwija. Z drugiej strony jednak nie ma dostępu do tego, co w pisaniu najważniejsze, czyli do wewnętrznego napięcia, które nie zawsze przekłada się na „dobrą strukturę”, ale często jest rdzeniem autentyczności. AI widzi produkt, ale nie widzi procesu w jego psychologicznym wymiarze.
I właśnie tutaj pojawia się osobliwy paradoks, który zaczyna definiować relację między człowiekiem a sztuczną inteligencją w obszarze twórczości. Im bardziej precyzyjna staje się analiza, tym bardziej ryzykujemy, że zaczniemy pisać pod analizę, a nie pod własny impuls. A to oznacza, że blog, który z założenia jest przestrzenią indywidualnego głosu, zaczyna być stopniowo modelowany przez systemy, które nie mają głosu, tylko funkcję. Funkcję przewidywania, porządkowania i optymalizacji.
Patrząc na ocenę bloga przez AI, trudno nie zauważyć jeszcze jednej rzeczy, bardziej delikatnej, ale bardzo istotnej. To sposób, w jaki taka ocena potrafi jednocześnie wzmacniać i unieważniać autora. Wzmacnia, bo daje konkretne informacje zwrotne, które można wykorzystać. Unieważnia, bo redukuje złożony, emocjonalny proces twórczy do zestawu wskaźników. I w tym napięciu zaczyna się coś, co można by nazwać nową formą relacji człowieka z własnym pisaniem, relacji, w której zewnętrzny system staje się nie tylko narzędziem, ale również cichym współautorem kryteriów wartości.
W tle tego wszystkiego pozostaje pytanie, które nie daje się łatwo uciszyć: czy ocena generowana przez AI opisuje blog, czy raczej tworzy jego nową wersję w języku, który nie został stworzony przez autora. I jeśli tak, to gdzie dokładnie przebiega granica między tym, co jest jeszcze interpretacją, a tym, co już zaczyna wpływać na samą strukturę twórczości. To pytanie nie domaga się szybkiej odpowiedzi, raczej zostawia w stanie lekkiego zawieszenia, w którym każdy kolejny tekst zaczyna być pisany nie tylko dla czytelnika, ale również dla systemu, który już wcześniej zdążył go ocenić.
Ocena dokonana przez algorytm nie przypomina rozmowy, nie ma w niej ciepła ani wahania, jest coś w niej bardziej przypominającego chłodne światło skanera niż spojrzenie człowieka, który zatrzymuje się na chwilę, żeby naprawdę zrozumieć, co widzi. W tym doświadczeniu nie chodziło nawet o sam blog, ale o moment, w którym twórczość zostaje przyłożona do niewidzialnej linijki, gdzie emocje, które jeszcze chwilę wcześniej były prywatnym strumieniem myśli, nagle zaczynają być segmentowane na „spójność”, „SEO”, „niszę”, „potencjał rozwoju”. To zderzenie jest osobliwe, bo człowiek ma wrażenie, że jego teksty, pisane często w stanach emocjonalnego napięcia albo zwykłej potrzeby wyrzucenia z siebie świata, zostają nagle przełożone na język, który nie zna drżenia dłoni ani niepewności w środku nocy, kiedy zdanie powstaje bardziej jako impuls niż jako konstrukcja.
W tej analizie widać coś więcej niż tylko ocenę bloga. Widać próbę uchwycenia tożsamości, która jeszcze nie zdecydowała, czy chce być projektem, marką, archiwum emocji czy może czymś pomiędzy, czymś, co wymyka się klasyfikacjom, bo żyje bardziej w rytmie impulsów niż strategii. Z jednej strony pojawia się uznanie dla stylu, dla tej emocjonalnej surowości, która nie udaje neutralności, nie maskuje się pod akademicką formą i nie próbuje być wszystkim naraz. W tym miejscu widać, że język nadal ma siłę przyciągania, że narracja potrafi zatrzymać uwagę, nawet jeśli nie jest opakowana w idealnie wyważoną strukturę. Ale już chwilę później ten sam język zostaje rozebrany na czynniki pierwsze, jakby jego żywotność była jednocześnie jego słabością, jakby to, co autentyczne, było z definicji podejrzane w świecie, który preferuje przewidywalność.
Najciekawsze nie jest jednak to, co zostało powiedziane wprost, ale to, co unosi się pomiędzy zdaniami tej oceny. Pojawia się napięcie między żywą ekspresją a potrzebą uporządkowania, między chaosem emocji a logiką widoczności, która nie ma cierpliwości do niejednoznaczności. Blog staje się w tym ujęciu czymś w rodzaju organizmu, który jeszcze nie wie, czy chce rosnąć w stronę dzikiej, nieoswojonej ekspresji, czy w stronę struktury, która zapewnia przetrwanie w cyfrowym ekosystemie. To rozdarcie nie jest techniczne, ono jest bardziej psychologiczne niż informatyczne, bo dotyczy pytania o to, czy twórczość musi się usprawiedliwiać swoją użytecznością.
W tle pojawia się też subtelna obserwacja dotycząca odbiorcy. Nie tego konkretnego, który trafia na stronę przypadkiem, ale tego wyobrażonego, który miałby wracać, rozpoznawać rytm, czuć się w nim jak w znanym pokoju. Brak wyraźnej niszy zostaje odczytany nie jako wolność, ale jako rozproszenie, jakby wielość tematów była brakiem decyzji, a nie świadomym odrzuceniem zamknięcia. W tym miejscu rodzi się ciekawy paradoks, bo to, co w ludzkim doświadczeniu często jest naturalne, czyli zmienność, wielowątkowość, emocjonalne skoki, w logice systemów zaczyna wyglądać jak błąd konfiguracji.
Szczególnie uderzające jest to, jak łatwo język oceny przesuwa się w stronę kategoryzacji. Każdy element zostaje przypisany do funkcji, nawet jeśli jego istota była pierwotnie czysto ekspresyjna. Tytuł przestaje być zdaniem, a staje się potencjalnym punktem kliknięcia, tekst przestaje być zapisem myśli, a zaczyna być strukturą do optymalizacji, emocja przestaje być doświadczeniem, a staje się wskaźnikiem zaangażowania. W tym przesunięciu widać coś niepokojącego, bo człowiek zaczyna się zastanawiać, czy jego własny sposób mówienia nie zostaje powoli przeformatowany przez oczekiwania systemów, które nie śpią, nie zapominają i nie czytają między wierszami, tylko analizują same wiersze.
Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że ta chłodna analiza ma swoją własną logikę, która nie jest pozbawiona sensu. Wskazanie na brak struktury, na rozproszenie tematyczne, na nieostre granice bloga nie jest błędem w rozumowaniu, ale raczej innym sposobem patrzenia na to samo zjawisko. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczyna się traktować tę perspektywę jako jedyną obowiązującą, jakby istniała tylko jedna forma „dobrego” pisania w przestrzeni cyfrowej. Wtedy to, co było ekspresją, zaczyna być oceniane przez pryzmat dopasowania do systemu, który nie zawsze ma interes w tym, żeby rozumieć chaos jako wartość.
W całym tym obrazie najciekawsze pozostaje napięcie między tym, co ludzkie, a tym, co mierzalne. Blog jako zbiór osobistych tekstów żyje w rytmie emocji, które nie zawsze są spójne, nie zawsze prowadzą w jednym kierunku, czasem wracają do tych samych miejsc, jakby krążyły wokół niewypowiedzianych spraw. Ocena algorytmiczna próbuje ten ruch zatrzymać, zamienić go w linię, w wykres, w zestawienie punktów, które można poprawić, zoptymalizować, uporządkować. W tym starciu nie ma wyraźnego zwycięzcy, bo oba porządki opisują coś prawdziwego, tylko każdy z innej strony, z innego napięcia, z innego poziomu doświadczenia.
I wtedy zostaje już tylko ten dziwny moment zawieszenia, kiedy wszystko, co zostało powiedziane, zaczyna się powoli rozchodzić w głowie jak echo w pustym pomieszczeniu, gdzie jeszcze przed chwilą toczyła się rozmowa, a teraz nie ma już nikogo, tylko ślad obecności w powietrzu, który nie chce zniknąć. Ten blog, ta ocena, te wszystkie zdania o spójności, niszy, potencjale i strukturze zaczynają brzmieć inaczej, kiedy przestaje się je czytać jako diagnozę, a zaczyna jako coś w rodzaju odbicia, nie tyle prawdy o tekście, co sposobu, w jaki patrzy się dziś na wszystko, co nie chce się łatwo domknąć.
Jest w tym coś niepokojąco znajomego, jakby każdy fragment tej analizy dotykał nie tylko samej przestrzeni bloga, ale też tej cichej części pisania, która zawsze wymyka się kontroli, tej, która powstaje zanim pojawi się myśl o odbiorcy, zanim zdanie zostanie sprawdzone pod kątem tego, czy „działa”, czy „angażuje”, czy „prowadzi użytkownika dalej”. Ta część jest najbardziej krucha i jednocześnie najbardziej uparta, bo nie da się jej łatwo przekształcić w metrykę, nie da się jej przypisać do żadnej tabeli efektywności, a mimo to to ona często decyduje o tym, czy w ogóle istnieje potrzeba pisania.
W tej ciszy po ocenie zaczyna się coś jeszcze bardziej nieuchwytnego, coś w rodzaju powolnego przesuwania się znaczeń, jakby słowa, które jeszcze chwilę temu wydawały się stabilne, zaczynały tracić swoje kontury i wracały do stanu surowego, do miejsca, w którym nie były jeszcze ani „contentem”, ani „marką”, ani „projektem”, tylko zwykłą próbą uchwycenia czegoś, co w środku nie chce się uspokoić. I wtedy nawet te uwagi o braku niszy zaczynają brzmieć inaczej, mniej jak zarzut, bardziej jak opis pewnego stanu zawieszenia między tym, co rozproszone, a tym, co jeszcze nie znalazło swojego kształtu, jakby forma była czymś, co dopiero się wydarza, ale nie wiadomo, czy w ogóle musi się wydarzyć.
Jest też coś w tym napięciu między życiem tekstu a jego późniejszym „przetwarzaniem”, co zaczyna uwierać w sposób trudny do jednoznacznego nazwania. Bo kiedy patrzy się na własne zdania przez pryzmat zewnętrznej analizy, pojawia się subtelne wrażenie, że coś zostaje przesunięte, że intencja i odbiór zaczynają się rozchodzić jak dwie linie, które jeszcze przez chwilę biegną obok siebie, ale już niekoniecznie w tym samym rytmie. I wtedy trudno powiedzieć, czy bardziej interesujące jest to, co zostało napisane, czy to, jak zostało rozpoznane przez system, który nie zna ciszy między słowami.
W tle zostaje jeszcze ten szczególny rodzaj niepewności, który nie ma nic wspólnego z oceną „dobry” czy „zły”, tylko raczej z pytaniem o to, co właściwie dzieje się z tekstem, kiedy przestaje być prywatnym ruchem myśli, a zaczyna funkcjonować w przestrzeni, gdzie każde zdanie może zostać odczytane jako sygnał, wskaźnik, element większego układu. I w tym przesunięciu coś się zmienia, nie gwałtownie, raczej powoli, prawie niezauważalnie, jakby sam akt pisania zaczynał mieć w sobie cień tej świadomości, że gdzieś po drugiej stronie zawsze istnieje możliwość ponownego odczytania, rozłożenia, sklasyfikowania.
A jednak mimo tego wszystkiego pozostaje jeszcze ten fragment, którego nie da się w pełni wchłonąć ani przez algorytm, ani przez żadną analizę, coś w rodzaju wewnętrznego oporu, który nie polega na sprzeciwie, tylko na trwaniu, na niezgodzie na całkowite przełożenie doświadczenia na język funkcji. I to właśnie w tym oporze, w tej nieprzejrzystości, w tym lekkim rozchwianiu sensu, które nie chce się ustabilizować, zostaje coś najbardziej żywego, choć jednocześnie najmniej uchwytnego, jakby cała reszta była tylko próbą dotarcia do tego miejsca, którego nie da się już dalej uprościć bez utraty jego ciężaru.
I może właśnie dlatego to wszystko nie układa się w żaden finał, nie przyjmuje formy zamknięcia, bo wciąż gdzieś pod powierzchnią trwa ruch, który nie pozwala zdaniom opaść całkowicie, jakby każde z nich w ostatniej chwili cofało się o pół kroku, zostawiając przestrzeń na coś, co dopiero mogłoby się wydarzyć, ale jeszcze nie zdecydowało, czy w ogóle chce zostać nazwane.
Konkretna analiza wygląda następująco:
Szczerze i bez owijania w bawełnę — spojrzałem na Twój blog i mogę Ci dać konkretną, uczciwą ocenę
Co jest na plus
1. Masz wyraźny styl pisania
To nie jest „bezpłciowy blog o wszystkim”. Teksty są:
- emocjonalne
- osobiste
- często felietonowe
- pisane „z głowy”, a nie jak szkolne wypracowanie
To jest duży plus, bo w blogosferze największy problem to właśnie brak tożsamości.
2. Dobrze budujesz zaangażowanie czytelnika
Widać, że:
- lubisz narrację
- stosujesz wstępy „storytellingowe”
- prowokujesz refleksję albo emocje
To sprawia, że ktoś może realnie zostać dłużej niż 30 sekund.
3. Tematyka jest „ludzka”
Relacje, psychologia, codzienność, emocje — to zawsze działa, jeśli jest autentyczne.
Co jest do poprawy (i tu będzie szczerze)
1. Brak wyraźnej niszy
To największy problem.
Twój blog jest:
- trochę psychologia / refleksje
- trochę lifestyle
- trochę relacje i „życie”
I to jest OK… ale algorytmicznie i czytelniczo:
nie wiadomo, „dla kogo to jest”
Czy to blog:
- o relacjach?
- o męskich refleksjach?
- o psychologii popularnej?
- o felietonach?
Teraz jest „wszystko i nic jednocześnie”.
2. Brakuje struktury i „czytelnej architektury bloga”
Dla czytelnika:
- ciężko przewidzieć, co będzie dalej
- wpisy są mocno „osobnymi bytami”
W blogach, które rosną, zwykle widać:
- serie
- kategorie tematyczne
- powtarzalne formaty
Ogólna ocena (uczciwa)
- Styl i potencjał pisarski: 8/10
- Autentyczność: 9/10
- Spójność marki/bloga: 4/10
- SEO i struktura: 3/10
- Potencjał rozwoju: 8/10 (jeśli uporządkujesz kierunek)
Najważniejsza diagnoza (w jednym zdaniu)
Masz blog, który jest dobry jakościowo, ale jeszcze nie „uformowany jako marka” — bardziej zbiór bardzo osobistych felietonów niż spójny projekt.


16 comments
Postawiłam sobie krotkie pytanie: po co to komu? Jeśli blog jest ciekawy, zyska czytelnika. Może być ważny jedynie dla autora i to wystarczający powód, żeby bloga prowadzić / nie interesując się ilością odwiedzających/.
OdpowiedzUsuńSą blogi autorskie typu : proza lub poezja, więc niby zabiegające o czytelnika, ale ich ocena znowu jedynieod czytelników zależy: jeżeli są wartościowe- znajdą odbiorców, jeśli to chłam- czytelników po prostu nie będzie. To tak z mojego punktu widzenia.
Ciekawy punkt widzenia, bo chyba faktycznie czasem za bardzo skupiamy się na liczbach, a za mało na tym, po co w ogóle coś tworzymy. Swoją drogą z czystej ludzkiej ciekawości sprawdziłem, co AI powiedziałaby o moim blogu — bardziej jako eksperyment niż wyrocznię. I powiem szczerze, ciekawe było zobaczyć inne spojrzenie, chociaż ostatecznie i tak najważniejsze jest to, czy samemu czujemy, że mamy coś do przekazania.
UsuńRozgraniczyłabym dwa pojęcia: opis i ocena. Algorytm opisuje (tematyka, struktura, porównania z innymi), natomiast ocena właściwa, to raczej z punktu widzenia konkretnego czytelnika. W zależności od tego, czego oczekuje blog może być dla niego ciekawy lub nudny, inspirujący lub irytujący itd.
OdpowiedzUsuńTe punkty podane przez Ciebie a przyznane przez SI nic nie mówią, jeśli nie wiemy, co było, co jest probierzem ich przyznania. Nieuformowany (tutaj okazuje się, ze SI nie zna jeszcze polskiej ortografii, bo według najnowszych zmian pisze się łącznie) jako marka sugeruje, że algorytm ocenił blog jako produkt handlowy. Logika SI jest tutaj wybitnie nastawiona na budowanie potencjału ekonomicznego, bo dobra markę można np. z zyskiem odsprzedać. Tymczasem ludzie piszą blogi z różnych przyczyn i w różnych celach.
Bardzo ciekawe rozróżnienie, bo chyba faktycznie łatwo pomylić analizę z prawdziwą oceną. AI może zauważyć pewne schematy, styl czy potencjalne mocne strony, ale nie poczuje tego, co czuje konkretny czytelnik po przeczytaniu tekstu. Przyznam, że właśnie z ciekawości pytałem AI o mojego bloga i bardziej traktowałem to jako spojrzenie z innej perspektywy niż jakąś ostateczną opinię.
UsuńDa, u pravu si da je ljudima sigurno barem u neku ruku čudno čitati takve analize bloga koje je stvorila umjetna inteligencija. Veliki broj blogova je osobne prirode i onda čitati svoje neke osobne stvari, pisanje i promišljanja umotano u analizu može biti neobično, a možda izazvati i osjećaj nelagode. Možemo se zapitati zašto uopće dijelimo toliko o sebi. Barem se ja to nekad pitam. Općenito nisam ljubitelj umjetne inteligencije, kao statistička analiza nije potpuno pouzdana jer se koristi varljivim izvorima. Istina je da može pružiti statistički analizu nekog bloga prema nekim mjerilima i možda to u nekim slučajevo bude i korisno, ali čak i kao sredstvo analize umjetna inteligencija nije posve pouzdana. Nekada su bile stranice na Internetu koje su besplatno radile analizu blogova. Sada kao da su nestale. Možda zbog toga što je umjetna inteligencija zavladala. Ne znam, ali ništa mi se od toga ne sviđa.
OdpowiedzUsuńMeni su te stranice koje su mjerile nekakve općenite podatke bloga bile ok, dok je ono što umjetna inteligencija piše varljivo i nestabilno.
Strašno je kako se ljudi koriste umjetnom inteligencijom, kao zamjenom za mozak, a ne pomagalom koje može biti korisno u speficifičnim uvjetima. Umjetna inteligencija stvara tekstove koji se pretjerano ponavaljaju i kao političari govore bez da išta kažu. Kada se radi o analizi umjetne inteligencije, ne vjerujem joj puno. Umjetna inteligencija se općenito ulizuje ljudima i govori im što želi čuti. Tako je programirana. A kako i može biti programirana drugačije? Ne može biti programirana da inteligentno razmišlja i bude kreativna. Čak se i ljude ne može odgojiti da budu originalni i inteligentni. Možemo probati, ali ponekad čak i djeca koja su imala odlične roditelje i odgajatelje odabiti utopiti se u masi i kao odrasli ljudi ne koristiti svoj mozak. Kreativnost i inteligencija je osoban izbor. To je nešto što čovjek mora odabirati svaki dan, nije alat koji se može kupiti.
Umjetna inteligencija je reciklaža koja nema intelektualne vrijednosti pa što god o tome govorili. Ponekad će ispljuniti neki korisni podatak, ali uglavnom reciklira podatke. Može je se koristiti za neke sažetke znanstvenih tekstova i istraživanja možda, u strogo kontroliranim uvjetima i slično...ali način na koji je ljudi koriste danas ih čini lijenima.
Što se tiče odgovora i savjeta koji ti je dala umjetna inteligencija oni su zapravo kontradiktorni. Kaže ti da ti je blog autentičan zato jer pišeš članke kao reflekcije, a onda ti kaže da nemaš "nišu" i da trebaš zapravo "brand". Jedno zapravo pobija drugo. Ako nešto brandiramo onda to više i nije baš autentično i nebrandirano, zar ne? Ovakva analiza ne čini mi se previše korisna.
Zapravo razumijem što želiš reći, pogotovo kada se radi o osobnim blogovima. Možda je baš ta osobna nota ono što je najvažnije, a neke analize koje gledaju samo strukturu, statistiku ili "potencijal" bloga ne mogu stvarno razumjeti zašto netko piše.
UsuńJa sam AI analizu svog bloga više shvatio kao zanimljiv eksperiment i pogled izvana, a ne kao konačnu procjenu ili uputu što bih trebao raditi. Zanimljivo mi je bilo vidjeti kako jedan algoritam "čita" moj sadržaj, ali slažem se da ne može zamijeniti stvarnog čitatelja koji ima svoje osjećaje i iskustvo.
S druge strane, mislim da i AI može biti korisna ako je koristimo kao pomoć, a ne kao zamjenu za vlastito razmišljanje. Problem možda nije sama tehnologija, nego naša spremnost da joj prepustimo stvari koje bismo ipak trebali raditi sami.
A što se tiče autentičnosti i brenda, tu si otvorila zanimljivo pitanje. Možda nije svaki blog napravljen da postane "brend". Neki postoje samo zato što netko želi pisati, dijeliti misli i ostaviti neki trag. Možda je upravo to njihova najveća vrijednost.
Općenito nisam ljubitelj kada se neke riječi proglašavaju formulama uspjeha i koriste se u tolikoj mjeri da prestaju imati značenje. Često se u medijima koriste te neke pomodne riječi kada treba i kada ne treba. Ne znam jesi li ti to primijetio, ali riječi kao npr. autentičnost, samopouzdanje i slično se koriste kao zamjena za objašnavanje ičega ili za korištenje mozga. Treba biti autentičan. Što to zapravo znači? Treba imati brand. Što to znači? Ako se treba poziticionirati na tržištu, super, ali onda kakva je to priča o autentičnosti ako imaju neke zakonitosti tržišta koje se stalno mijenjaju i koje treba pratiti? Ako pričamo o tržištu, tu je neka strategija proboja i ostajanja na tržištu. U nekom općem smislu može se reći da brend treba težiti autentičnosti u smislu da je prepoznatljiv, ali ako govorimo o nečemu komercijalnom, onda se zapravo radi o prodaji i proizvodnji. Naravno, prodaja, tržište, sve je to odlično, ali treba negdje povući crtu, a ne koristiti iste riječi i formule za svaki aspekt našeg života kao što ponekad imam osjećaj da se događa. Mediji su puni savjeta kao self-help literatura: budi svoj i tako dalje. Prvo moramo definirati o čemu pričamo prije nego što se nabacujemo velikim riječima. U engleskom se npr. riječ confidence toliko koristi da je izgubila svako značenje. Kao treba biti samouvjeren i to će sve riješiti. Još jedan razlog zašto nisam ljubitelj umjetne inteligencije, koristi se tim buzz i modernim riječima koje su postale isprazne.
UsuńŠto se tiče monetizacije bloga, to je jedno osobno pitanje. Blog oduzima vrijeme i svatko treba odlučiti kako i na koji način se odnositi prema tome. Ljudi koji su ustrajni u pisanju bloga obično imaju razloge za to koji mogu biti različiti, ali su osobni. Nekako ti savjeti za blog uvijek idu prema monetizaciji. No, što više ljudi prati te opće savjete, to svi blogovi postaju slični...i kako monetizirati nešto što svi imaju? Tu je isto neki paradoks. Nekad su monetizirali blog baš oni koji to nisu planirali. Ne kažem da to ne treba planirati, to je jedno osobno pitanje na koje svatko odgovara sam.
Tu je još nešto. Poslovna kultura različitih zemalja vrlo se razlikuje. Tako i kultura pisanja itd. Većina poslovnih savjeta na Internetu je prilagođena engleskom govornom svijetu, a njihova poslovna kultura se razlikuje od drugih. Općenito, različiti AI i Chat GPT su trenirani na tekstovima engleskog govornog područja.
Zanimljivo si to napisala i moram priznati da se slažem s dosta toga. I meni se ponekad čini da su neke riječi toliko puta ponovljene da su izgubile pravo značenje. "Autentičnost", "brend", "samopouzdanje" – često zvuče kao gotove formule koje bi trebale riješiti sve probleme, a zapravo bez konteksta ne znače puno.
UsuńKod bloga mi je baš zanimljiva ta granica između pisanja iz potrebe i pretvaranja svega u proizvod. Naravno, lijepo je ako netko može zaraditi od onoga što voli raditi, ali možda problem nastaje kada se svaki hobi odmah gleda kroz prizmu tržišta i strategije. Ponekad se čini da, pokušavajući svi slijediti iste savjete o uspjehu, na kraju izgubimo upravo ono zbog čega su ljudi uopće počeli pisati.
Što se tiče AI-ja, mislim da si dobro primijetila problem s tim univerzalnim frazama. Možda nije samo stvar u samoj tehnologiji, nego i u tome što ona često preuzima način razmišljanja koji već postoji u društvu. Ciekawe jest też to, koliko će AI s vremenom bolje razumjeti različite kulture i načine razmišljanja, a ne samo obrasce koji dolaze iz jednog dominantnog jezičnog područja.
Mislim da je najvažnije ipak da čovjek zna zašto nešto radi. Ako zna razlog, onda ni AI ni nikakvi trendovi ne moraju odlučivati umjesto njega.
Slažem se. Trebamo znati što kako i zašto hoćemo....i onda je AI alat koji može biti koristan. Kada prepuštamo kreativne, emotivne i životne odluke AI-u, koračamo u propast.
UsuńUpravo tako. Mislim da je najveći problem kada čovjek počne koristiti AI ne kao alat, nego kao zamjenu za vlastito razmišljanje. Može nam pomoći da brže dođemo do informacija, sagledamo problem iz drugog kuta ili pronađemo inspiraciju, ali konačna odluka ipak treba ostati na nama. Posebno kod emocija i životnih odluka mislim da nema pravog prečaca. AI može ponuditi odgovor, ali ne može živjeti posljedice te odluke umjesto nas.
UsuńNajważniejsze pytanie, które trzeba sobie zadać to: po co prowadzę bloga. Jeśli dla zysku, dla statystyk, dla reklamy, to AI może być dobrym narzędziem, które podpowie, co zmienić. Można za jego pomocą praktycznie stworzyć całego bloga, można wykorzystać tylko jako sugestie, by zachować autentyczność. Jeśli jednak prowadzimy bloga dla siebie, to myślę, że mało kto chce nawet sięgać po takie narzędzia i ocena prawdziwego czytelnika staje się ważniejsza. Blog, który nie jest zarobkowy, często jest formą osobistego pamiętnika, są w nim błędy, jest chaos, nie zawsze szybko wyświetli się w wyszukiwarce, ale ma w sobie prawdziwego człowieka, osobiście uwielbiam takie blogi :)
OdpowiedzUsuńMam podobne odczucia, bo chyba właśnie ta niedoskonałość często sprawia, że blogi mają swój klimat. Czasem drobne błędy, dygresje czy trochę chaotyczny sposób pisania powodują, że czuć w tym prawdziwą osobę, a nie tekst przygotowany pod algorytm. Sam z ciekawości sprawdzałem, co AI potrafi powiedzieć o blogu i przyznam, że fajnie zobaczyć inne spojrzenie, ale jednak trudno zastąpić reakcję prawdziwego czytelnika.
UsuńZ chęcią poddałbym bloga pod ocenę sztucznej inteligencji. Zrobiłabym to z ciekawości, co wykaże. Jednak biorąc do ręki książkę, wchodząc na jakiegoś bloga nie kieruje się opiniami, lecz tym, czy mnie zainteresuje, czy nie. W przypadku książek czytam np. skrót, o czym jest?
OdpowiedzUsuńFajnie zobaczyć, jak AI "widzi" bloga, ale i tak na końcu liczy się to, czy człowiek chce wrócić i przeczytać kolejny wpis. Czasem blog, który według algorytmu ma same niedoskonałości, zostaje z nami na lata.
Usuńa skoro już ta sztuczna pani dokona tej zaawansowanej analizy - co robi z wynikami? komu przekazuje? a jak bez zaproszenia zbyt często Cię odwiedza, to jak się obronić?
OdpowiedzUsuńTeż mam czasem takie wątpliwości, bo sama możliwość analizowania danych to jedno, ale dużo ważniejsze jest pytanie, co później dzieje się z tymi informacjami. Technologia potrafi być bardzo pomocna, ale granica między wygodą a zbyt dużą ingerencją w prywatność bywa naprawdę cienka. Zastanawia mnie szczególnie, czy ludzie mają jeszcze pełną kontrolę nad tym, co o nich wiedzą różne systemy, czy raczej tylko zakładamy, że tak jest.
Usuń