Młodzi starzeją się szybciej niż ich rodzice

 


 Przez długi czas starzenie było czymś, co wydawało się odległe. Słowo zarezerwowane dla późniejszych etapów życia, dla ludzi, którzy zdążyli już przeżyć większość swoich historii, zgromadzić wspomnienia, doświadczenia i blizny, których nie widać na pierwszy rzut oka. Starzenie miało mieć spokojny rytm, pojawiać się powoli, niemal niezauważalnie, najpierw w postaci drobnych sygnałów, potem coraz bardziej widocznych zmian. Taki był przez lata obraz, który większość z nas nosiła w głowie. Młodość miała być okresem odporności, energii i biologicznej przewagi nad czasem. Ciało młodego człowieka miało wytrzymywać więcej, szybciej się regenerować, dłużej pozostawać poza zasięgiem problemów kojarzonych z przemijaniem. Tyle że coraz częściej okazuje się, że ten obraz zaczyna pękać, a granica między młodością i starzeniem nie przebiega już tak wyraźnie, jak chcielibyśmy wierzyć.

Najbardziej niepokojące nie jest nawet samo odkrycie, że organizm może starzeć się szybciej, niż wskazuje metryka. Prawdziwy niepokój rodzi się wtedy, gdy zaczynamy rozumieć, że problem nie dotyczy pojedynczych przypadków, lecz szerszego zjawiska, które może być znakiem czasów, w których żyjemy. Pokolenia wychowane w świecie większych możliwości, dostępu do wiedzy, nowoczesnej medycyny i technologii zaczynają mierzyć się z paradoksem, którego wcześniej trudno było sobie wyobrazić. Mamy więcej narzędzi niż kiedykolwiek wcześniej, a jednocześnie coraz częściej słyszymy o organizmach przeciążonych, wyczerpanych i biologicznie starszych, niż powinny być.

To jedna z tych informacji, które nie uderzają od razu z pełną siłą. Najpierw pojawia się niedowierzanie, bo przecież przyzwyczailiśmy się do myślenia, że rozwój cywilizacji oznacza automatycznie zdrowsze i dłuższe życie. Przyjęliśmy za oczywistość, że kolejne pokolenia będą w lepszej kondycji niż poprzednie, że dzieci urodzone w czasach zaawansowanej medycyny i większej świadomości zdrowotnej będą miały przewagę nad swoimi rodzicami. Tymczasem rzeczywistość okazuje się bardziej skomplikowana. Człowiek może mieć dostęp do niemal nieograniczonej ilości informacji o zdrowiu, a jednocześnie funkcjonować w środowisku, które każdego dnia wystawia jego organizm na nowe obciążenia.

Współczesne życie stworzyło warunki, których nasze ciało nigdy wcześniej nie musiało doświadczać. Organizm, który przez tysiące lat ewoluował w rytmie światła i ciemności, ruchu i odpoczynku, głodu i sytości, nagle znalazł się w świecie ciągłego pobudzenia. Siedzący tryb życia, przewlekły stres, nieustanna dostępność bodźców, zaburzony sen, przetworzona żywność i presja funkcjonowania na najwyższych obrotach stały się codziennością dla milionów ludzi. Problem polega na tym, że ciało nie rozumie naszych społecznych ambicji, zawodowych planów ani cyfrowego tempa świata. Reaguje na przeciążenie w sposób biologiczny, zapisując każde obciążenie w układzie odpornościowym, hormonalnym i metabolicznym.

Przez lata patrzyliśmy na wiek jak na prostą liczbę. Data urodzenia miała mówić wszystko. Czterdzieści lat oznaczało czterdzieści lat, trzydzieści oznaczało trzydzieści. Tymczasem nauka coraz wyraźniej pokazuje, że człowiek nosi w sobie dwa różne zegary. Jeden zapisany w dokumentach, drugi ukryty głębiej, w komórkach, tkankach i mechanizmach regulujących funkcjonowanie organizmu. Te dwa zegary nie zawsze poruszają się w tym samym tempie. Ktoś może mieć młody wygląd, energię i pozornie dobrą kondycję, a jednocześnie jego organizm może wysyłać sygnały znacznie większego biologicznego zużycia.

To właśnie ten rozdźwięk między wiekiem, który pokazujemy światu, a wiekiem, który nosimy wewnątrz, zaczyna zmieniać sposób patrzenia na zdrowie. Przestajemy być jedynie świadkami starzenia się naszych rodziców i dziadków, a zaczynamy dostrzegać procesy, które mogą dotyczyć nas samych znacznie wcześniej, niż zakładaliśmy. Najbardziej niepokojące jest to, że wiele z tych zmian nie przychodzi z dramatycznym ostrzeżeniem. Nie pojawia się jeden wyraźny moment, w którym organizm mówi, że coś się skończyło. Częściej dzieje się to po cichu. Małe sygnały są ignorowane, zmęczenie tłumaczone tempem życia, problemy ze snem stresem, pogorszenie samopoczucia chwilowym przeciążeniem. Człowiek bardzo łatwo przyzwyczaja się do własnego dyskomfortu, szczególnie gdy całe otoczenie funkcjonuje podobnie.

Właśnie dlatego informacja o szybszym starzeniu młodszych pokoleń ma w sobie coś tak niepokojącego. Nie chodzi wyłącznie o liczby, wskaźniki czy naukowe pomiary. Za tymi danymi stoją prawdziwi ludzie, którzy jeszcze niedawno nie byli kojarzeni z problemami zdrowotnymi przypisywanymi starszym osobom. Stoją trzydziestoletni i czterdziestoletni, którzy coraz częściej słyszą diagnozy, których ich rodzice obawiali się dopiero wiele lat później. Stoją osoby, które miały być symbolem siły i biologicznej przewagi, a zamiast tego zaczynają zadawać pytania o to, dlaczego ich organizmy nie nadążają za obrazem młodości, który społeczeństwo od nich wymaga.

Jest w tym pewna gorzka ironia. Nigdy wcześniej ludzie nie byli tak skoncentrowani na wyglądzie, zdrowiu i przedłużaniu młodości, a jednocześnie nigdy wcześniej tak wiele czynników nie działało przeciwko naturalnej równowadze organizmu. Powstała cała kultura walki z oznakami przemijania, w której zmarszczka stała się niemal symbolem porażki, a starzenie czymś, co należy ukryć, opóźnić albo wyprzeć. Tymczasem prawdziwy proces starzenia nie zaczyna się na powierzchni skóry. Dzieje się znacznie wcześniej, głębiej, w miejscach, których nie widzimy i o których często zaczynamy myśleć dopiero wtedy, gdy pojawia się problem.

Być może najbardziej trudne do zaakceptowania jest to, że współczesny człowiek żyje w świecie pełnym sprzeczności. Chce funkcjonować szybciej, osiągać więcej, być stale dostępny, rozwijać się bez przerwy, a jednocześnie oczekuje od własnego ciała spokoju i regeneracji, jakby organizm nie miał granic. Wymagamy od siebie wytrzymałości maszyny, ale pozostajemy istotami biologicznymi, które nadal podlegają tym samym prawom, co poprzednie pokolenia. Różnica polega na tym, że dziś częściej potrafimy zobaczyć skutki tego konfliktu.

Być może dlatego pytanie o to, czy młodzi naprawdę starzeją się szybciej niż ich rodzice, nie jest wyłącznie pytaniem o medycynę czy biologię. Jest pytaniem o świat, który stworzyliśmy, o tempo, które uznaliśmy za normalne, i o cenę, jaką płacimy za życie w ciągłym przyspieszeniu. Bo najtrudniejsze pytania nie zawsze pojawiają się wtedy, gdy odkrywamy nowy problem. Czasem pojawiają się wtedy, gdy zaczynamy rozumieć, że problem był obecny od dawna, tylko nauczyliśmy się go nie zauważać.



 Najbardziej uderzające w tym zjawisku jest to, że człowiek przez większość życia pozostaje przekonany o własnej wyjątkowej odporności. Patrzy na innych, widzi ich zmęczenie, problemy zdrowotne, pierwsze oznaki przemijania i gdzieś w głębi zakłada, że jego historia potoczy się inaczej. Że jego ciało będzie bardziej wyrozumiałe, że jego organizm wytrzyma jeszcze jeden intensywny okres, jeszcze kilka lat życia na wysokich obrotach, jeszcze kolejne noce zbyt krótkiego snu, kolejne miesiące stresu, który przecież „kiedyś minie”. Ta wiara w odroczenie konsekwencji jest jednym z najbardziej ludzkich mechanizmów. Człowiek potrafi doskonale dostrzegać zagrożenia w świecie zewnętrznym, a jednocześnie latami ignorować ciche sygnały wysyłane przez własne ciało.

Być może wynika to z tego, że starzenie zawsze było dla ludzi czymś odległym, niemal abstrakcyjnym. Dotyczyło innych, później, kiedyś. Nawet osoby przekraczające kolejne dekady często czują się wewnętrznie młodsze niż wskazuje kalendarz, jakby świadomość człowieka pozostawała kilka kroków za zmianami zachodzącymi w organizmie. To rozdźwięk między tym, kim czujemy się w środku, a tym, co dzieje się na poziomie biologii, tworzy jedną z największych sprzeczności współczesnego życia. Żyjemy w czasach, które niemal wymuszają młodość jako stan permanentny, ale jednocześnie coraz więcej osób doświadcza tego, że ciało nie zawsze chce uczestniczyć w tej grze.

Widać to szczególnie wśród ludzi, którzy jeszcze niedawno byli postrzegani jako pokolenie największych możliwości. Młodzi dorośli mieli być generacją elastyczną, odporną, zdolną do szybkiego dostosowywania się do zmian. Mieli pracować więcej, uczyć się przez całe życie, funkcjonować w świecie nieustannego przepływu informacji i presji osiągania kolejnych celów. Problem w tym, że psychika i biologia nie zawsze podążają za wymaganiami epoki. Człowiek może nauczyć się ignorować zmęczenie, może nauczyć się działać mimo przeciążenia, może nawet zacząć traktować permanentny stres jako naturalny element codzienności, ale organizm nie zapomina. Wszystko, co jest odkładane na później, gdzieś pozostawia ślad.

Współczesność stworzyła wyjątkową iluzję kontroli. Możemy mierzyć niemal wszystko. Liczbę kroków, jakość snu, tętno, poziom aktywności, parametry zdrowotne. Mamy aplikacje, urządzenia i algorytmy, które obiecują pomóc nam lepiej zrozumieć własne ciało. Paradoks polega jednak na tym, że im więcej narzędzi otrzymujemy, tym częściej próbujemy sprowadzić zdrowie do zestawu wskaźników, zapominając, że człowiek nie jest maszyną wymagającą jedynie odpowiedniej regulacji. Za każdą wartością laboratoryjną stoją emocje, sposób życia, relacje, lęki, presja i codzienne wybory, których nie da się zamknąć w prostym pomiarze.

Najbardziej niepokojące procesy często rozwijają się właśnie tam, gdzie ich nie zauważamy. Organizm rzadko wysyła dramatyczny sygnał na początku problemu. Częściej działa subtelnie. Pojawia się poczucie, że dawniej można było więcej. Że regeneracja nie przychodzi już tak szybko. Że zmęczenie zostaje na dłużej. Że rzeczy, które kiedyś były łatwe, wymagają większego wysiłku. Człowiek jednak bardzo szybko przystosowuje się do nowych granic własnej wytrzymałości. To niezwykły, ale jednocześnie niebezpieczny mechanizm. Przyzwyczajamy się do tego, co jeszcze niedawno uznalibyśmy za sygnał ostrzegawczy.

W tym miejscu pojawia się kolejny paradoks ludzkiego zachowania. Potrafimy obsesyjnie dbać o rzeczy, które są widoczne dla innych, jednocześnie zaniedbując te, których nikt poza nami nie zobaczy. Walczymy z oznakami starzenia na powierzchni, poprawiamy wygląd, szukamy sposobów na zachowanie młodzieńczego wizerunku, a jednocześnie często nie chcemy spojrzeć głębiej, tam gdzie zaczyna się prawdziwa historia organizmu. Wizerunek młodości stał się czymś więcej niż estetyką. Stał się społecznym komunikatem, dowodem skuteczności, kontroli i sukcesu. Przyznanie się do zmęczenia, słabości czy ograniczeń bywa odbierane niemal jak osobista porażka.

Być może właśnie dlatego tak trudno przyjąć fakt, że procesy starzenia mogą dotyczyć ludzi, którzy według społecznego wyobrażenia wciąż powinni być „za młodzi” na problemy zdrowotne. Istnieje głęboko zakorzenione przekonanie, że choroba i biologiczne osłabienie mają swój określony czas, że istnieje jakaś niewidzialna granica, za którą dopiero zaczynają się poważniejsze problemy. Kiedy ta granica zostaje przesunięta, pojawia się nie tylko strach, ale także poczucie niesprawiedliwości. Jakby ktoś naruszył niepisaną umowę, według której młodość miała chronić człowieka przed konsekwencjami czasu.

Jeszcze bardziej złożony staje się obraz, kiedy spojrzymy na różnice między pokoleniami. Często mówi się, że wcześniejsze generacje żyły zdrowiej, spokojniej albo bardziej naturalnie, ale prawda jest znacznie bardziej skomplikowana. Każde pokolenie miało własne obciążenia, własne lęki i własne problemy. Różnica polega na tym, że współczesny człowiek funkcjonuje w środowisku, które jest niemal permanentnym testem dla układu nerwowego. Nigdy wcześniej tak wiele osób nie żyło w stanie ciągłego oczekiwania, ciągłej reakcji, ciągłego porównywania siebie z innymi. Świat cyfrowy nie daje prawdziwego odpoczynku, bo nawet cisza została wypełniona powiadomieniami, informacjami i potrzebą bycia obecnym.

Psychologiczny koszt takiego życia jest trudny do zmierzenia. Nie zawsze objawia się spektakularnym kryzysem. Częściej przybiera formę powolnego wypalenia, emocjonalnego odrętwienia, utraty zdolności do prawdziwego odpoczynku. Człowiek może wyglądać na funkcjonującego, może wykonywać swoje obowiązki, utrzymywać relacje i osiągać cele, a jednocześnie wewnętrznie działać na granicy wyczerpania. To jedna z największych iluzji współczesności: przekonanie, że skoro ktoś nadal działa, to znaczy, że wszystko jest w porządku.

Organizm nie rozumie jednak społecznych oczekiwań. Nie wie, że ktoś musi zdążyć z karierą, kredytem, planami, zobowiązaniami i ambicjami. Nie zna pojęcia „jeszcze tylko ten trudny okres”. Reaguje na rzeczywiste obciążenia, nie na usprawiedliwienia, które człowiek tworzy, aby móc dalej funkcjonować. I może właśnie dlatego tak trudne jest zaakceptowanie biologicznej prawdy o własnym ciele. Wymaga ona przyznania, że nie wszystko można odłożyć na później, że czas nie zawsze czeka, aż człowiek będzie gotowy go zauważyć.

Najbardziej przewrotne jest jednak to, że wiele osób zaczyna interesować się własnym zdrowiem dopiero wtedy, gdy pojawia się strach. Dopiero możliwość utraty czegoś sprawia, że zaczynamy dostrzegać wartość tego, co wcześniej wydawało się oczywiste. To mechanizm obecny w wielu obszarach życia. Człowiek często bardziej boi się utraty niż pragnie zachowania tego, co posiada. Dotyczy to relacji, bezpieczeństwa, czasu, a także własnego ciała. Dopóki organizm działa bez większych zakłóceń, pozostaje niemal niewidzialnym narzędziem codzienności.

A przecież ciało towarzyszy człowiekowi przez całe życie, przechowując historię wszystkich doświadczeń. Każdy okres stresu, każda nieprzespana noc, każdy moment przeciążenia, każda próba przekroczenia własnych granic zostawia po sobie jakiś ślad, nawet jeśli nie zawsze można go natychmiast zobaczyć. Być może największym zaskoczeniem współczesnych badań nad starzeniem nie jest sama informacja, że organizmy mogą starzeć się szybciej, lecz świadomość, jak wiele dzieje się poza naszym wzrokiem, zanim pojawi się pierwszy wyraźny znak.

I gdzieś pomiędzy tym wszystkim pozostaje człowiek próbujący odnaleźć swoje miejsce między pragnieniem wiecznej młodości a nieuchronnością zmian, między potrzebą kontroli a świadomością własnej kruchości, między światem, który wymaga coraz więcej, a ciałem, które nadal ma swoje granice. W tej cichej przestrzeni pomiędzy tym, co pokazujemy innym, a tym, co naprawdę dzieje się wewnątrz, rozgrywa się historia współczesnego starzenia, którego być może jeszcze nie potrafimy do końca nazwać.



 Być może najbardziej niepokojące w całej tej historii jest to, że człowiek przez większość czasu nie czuje własnego przemijania. Nie słyszy cichego przesuwania się granic, nie zauważa momentu, w którym organizm zaczyna pracować inaczej, wolniej, ostrożniej. Czas nie przychodzi z hukiem, nie puka do drzwi i nie oznajmia, że coś właśnie się zmieniło. Przychodzi niemal niezauważalnie, ukryty w drobnych szczegółach, w chwilach, które łatwo zignorować, bo przecież codzienność zawsze znajduje jakieś usprawiedliwienie. Zawsze jest coś ważniejszego, coś pilniejszego, coś, co trzeba zrobić najpierw. Człowiek nauczył się odkładać wiele rzeczy na później, ale najbardziej przewrotne jest to, że często odkłada również własną uwagę wobec siebie.

Może właśnie dlatego tak trudno przyjąć, że młodość nie jest stanem trwałym, lecz pewnym okresem równowagi, który można utracić znacznie wcześniej, niż podpowiadają społeczne wyobrażenia. Przyzwyczailiśmy się myśleć o młodym wieku jak o ochronnej warstwie, niemal niewidzialnej tarczy oddzielającej nas od problemów przypisywanych starszym osobom. Tymczasem ta granica okazuje się znacznie bardziej płynna, a życie biologiczne nie zawsze podąża za tym, czego oczekujemy. Organizm nie kieruje się kalendarzem społecznym, nie wie, że ktoś ma dopiero trzydzieści kilka lat i według powszechnego przekonania powinien mieć przed sobą jeszcze wiele spokojnych dekad.

W tym jest coś wyjątkowo trudnego do zaakceptowania, bo zmusza do spojrzenia na siebie bez tych wszystkich historii, które opowiadamy sobie przez lata. Człowiek lubi wierzyć, że jeszcze zdąży, że prawdziwy moment zatrzymania nadejdzie później, że kiedyś będzie czas na zmianę tempa, na odzyskanie równowagi, na zajęcie się tym, co przez lata było spychane na dalszy plan. Problem polega na tym, że życie bardzo rzadko daje wyraźny sygnał, kiedy kończy się okres odkładania rzeczy na później. Nie ma jednej granicy, po której nagle wszystko staje się jasne. Są tylko kolejne drobne momenty, które można zauważyć albo przeoczyć.

Współczesny człowiek żyje w niezwykłym rozdźwięku. Z jednej strony otacza go obsesja młodości, sprawności i wiecznej produktywności, z drugiej coraz częściej pojawia się zmęczenie, którego nie da się już ukryć kolejnymi osiągnięciami. Sukces, który miał być dowodem siły, czasem staje się dowodem tego, jak długo można było ignorować własne granice. Tempo, które miało dawać wolność, często zaczyna przypominać wyścig, w którym zatrzymanie się wydaje się większym zagrożeniem niż dalsze przeciążenie.

Najbardziej paradoksalne jest to, że człowiek potrafi zaakceptować niemal wszystko, jeśli dzieje się powoli. Przyzwyczaja się do braku energii, do życia w ciągłym napięciu, do coraz większej liczby obowiązków i coraz mniejszej przestrzeni na zwykłe bycie. To, co początkowo wydawało się wyjątkiem, z czasem staje się normą. Zmęczenie przestaje być sygnałem, a zaczyna być częścią tożsamości. Stres przestaje być reakcją organizmu, a zaczyna być stylem funkcjonowania. Człowiek nie zawsze zauważa moment, w którym przestaje żyć w zgodzie ze sobą, bo granica między przystosowaniem a wyniszczeniem bywa niezwykle cienka.

Być może dlatego temat biologicznego starzenia młodszych pokoleń wywołuje tak silne emocje. Nie dotyczy bowiem wyłącznie zdrowia. Dotyka czegoś znacznie bardziej osobistego: wyobrażenia o własnej przyszłości. Każdy człowiek nosi w sobie pewną cichą narrację na temat tego, jak będzie wyglądało jego życie za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Zakłada określony porządek zdarzeń, wierzy, że pewne rzeczy wydarzą się dopiero później. Kiedy pojawia się informacja, że biologiczny zegar może działać szybciej, pojawia się również niepokój, bo podważa ona poczucie przewidywalności.

A przecież całe ludzkie życie w dużej mierze opiera się na takich założeniach. Budujemy plany, tworzymy harmonogramy, zakładamy, że będziemy mieć czas. To właśnie poczucie posiadania czasu pozwala nam funkcjonować spokojnie. Bez niego każda decyzja, każda relacja i każdy wybór nabierałyby zupełnie innego ciężaru. Dlatego świadomość, że organizm może starzeć się szybciej, dotyka czegoś głębszego niż sama biologia. Dotyka lęku przed utratą kontroli nad własną historią.

Jednocześnie pozostaje w tym wszystkim pewna niezwykła sprzeczność. Człowiek od zawsze próbował oszukać czas. Szukał sposobów na zachowanie młodości, przedłużenie życia, zatrzymanie zmian. Dzisiaj robi to za pomocą technologii, medycyny i ogromnego przemysłu skupionego wokół idei nieustannego ulepszania siebie. A jednak im bardziej próbujemy oddalić od siebie myśl o przemijaniu, tym częściej wraca ona w innej formie. Nie jako zmarszczka czy siwy włos, lecz jako pytanie o to, czy sposób, w jaki żyjemy, rzeczywiście służy nam tak, jak chcielibyśmy wierzyć.

Może właśnie dlatego największe napięcie nie pojawia się między młodością a starością, ale między świadomością a zaprzeczeniem. Między tym, co gdzieś głęboko wiemy, a tym, czego nie chcemy jeszcze przyjąć. Człowiek ma niezwykłą zdolność do odsuwania niewygodnych prawd, szczególnie tych, które wymagają zmiany spojrzenia na własne życie. Łatwiej uwierzyć, że problem dotyczy innych, że pojawi się później, że istnieje jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby kiedyś się tym zająć.

Tymczasem ciało pozostaje najwierniejszym świadkiem całej naszej historii. Pamięta okresy, o których sami chcielibyśmy zapomnieć. Przechowuje ślady po latach napięcia, po chwilach przeciążenia, po decyzjach podejmowanych w pośpiechu. Nie ocenia, nie interpretuje, po prostu odpowiada na warunki, w których przyszło mu funkcjonować. I może właśnie ta bezwzględna szczerość biologii jest czymś, co najbardziej niepokoi współczesnego człowieka przyzwyczajonego do tego, że niemal wszystko można poprawić, zmienić albo odłożyć.

Pozostaje więc ta dziwna przestrzeń pomiędzy tym, co widoczne, a tym, co ukryte. Pomiędzy młodym obrazem człowieka a historią zapisaną głębiej, w miejscach, których nie pokazujemy światu. Pomiędzy potrzebą życia szybciej a potrzebą zachowania czegoś, czego nie da się odzyskać, kiedy już zostanie utracone. I być może właśnie tam, w tej cichej szczelinie między pozorem a rzeczywistością, rozgrywa się najważniejsza część opowieści o współczesnym człowieku, który coraz więcej wie o świecie, ale wciąż próbuje zrozumieć własne ciało i własny czas.

Komentarze

  1. Jak kto, ja nie... dzisiejsza młodzież żyje zupełnie inaczej niż my... wszystko stało się sztuczne, nawet jedzenie, wszędzie chodzą tłumy wytatuowanych ciał...
    Pozdrawiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się z tym zgadzam, a trochę nie. Każde pokolenie ma chyba wrażenie, że „kiedyś było lepiej”, a potem okazuje się, że młodsi po prostu żyją po swojemu i mają inne priorytety. Tatuaże czy nowe technologie same w sobie chyba o niczym nie świadczą, bardziej liczy się to, jakim ktoś jest człowiekiem. Jestem ciekawy, czy za 20–30 lat dzisiejsza młodzież też będzie mówić o kolejnym pokoleniu dokładnie to samo.

      Usuń
  2. Anonimowy8/7/26 09:23

    O, jak zbieżność, temat na czasie: https://www.msn.com/pl-pl/zdrowie/nasze-zdrowie/m%C5%82odzi-starzej%C4%85-si%C4%99-szybciej-ni%C5%BC-ich-rodzice-to-mo%C5%BCe-t%C5%82umaczy%C4%87-epidemi%C4%99-raka-w%C5%9Br%C3%B3d-m%C5%82odych/ar-AA27myTf?ocid=msedgntp&pc=LCTS&cvid=6a4df90235df47f682cf6b4dddf41bb8&ei=24

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że to są dosyć wyraźnie obserwowalne zjawiska i nie powinny dziwić, gdy się weźmie pod uwagę skalę zanieczyszczenia środowiska oraz sztuczne warunki życia, jakie sobie ludzkość stworzyła. Nie jestem zdziwiona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś w tym zdecydowanie jest. Nasze ciała są mądre- wysyłają nam komunikaty, ostrzeżenia. Dają sygnały. Zwłaszcza jak coś dzieje się nie tak w środku, tymczasem młodsze pokolenie częściej zwraca uwagę na zewnętrzną powłokę aniżeli na te wewnętrzne sygnały.Chcą przede wszystkim wyglądać - i sięgają po narzędzia, które im w tym pomagają. Zapominają jednak często o tym, co starzeje się wewnątrz i uwarunkowane jest loterią genów. A czego nie widać to można pominąć. Pozornie bo to co w środku ma jednak duży wpływ na to jak prezentuje się to na zewnątrz. Coś czego dzisiejsze pokolenie ma mniej, aniżeli pokolenie wychowane przed erą kapitalizmu to dostęp do nieprzetworzonej żywności. Kiedyś żywność była inna, miała inny smak. To coś za czym bardzo tęsknie i coś co też na pewno ma wpływ na starzenie się organizmu.
    cieplutko pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja powiem kilka słów: wyścig szczurów, stres w każdym aspekcie naszego życia, zanieczyszczenie środowiska. Nie oszukujmy się dla bardzo dużej liczby osób, także finanse, a w zasadzie jest uch zbyt mało, by godnie żyć oraz problemy w lecznictwie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Da, radi se o ozbiljnom problemu. Zabrinuta sam za mlade i djecu, kako za njihovo fizičko zdravlje tako i za njihovo mentalno. Manjak kretanja, poremećaji prehrane, neredovita ili nepravilna prehrana, manjak ili višak kilograma, manjak normalne mišične mase, previše vremena za ekranima i tako dalje. Sve to utječe na mlade i djecu, često vodeći do raznih mentalnih i zdrastvenih oboljenja i problema. Kažu da je ovo prva generacija koja će živjeti kraće od roditelja. Za mene je to i tužno i alarmantno.

    Mislim da je ključ u onome što si napisao o tome da suvremeni život stvora uvjete koje naša tijela nikada prije nisu morala iskusiti i u njima živjeti. Evolucija nije brz proces. Ludo je očekivati da će se milijuni godina evolucije poništiti i da će naša tijela prihvatiti sve te promjene u jednoj generaciji. Tijelo ima svoju biologiju i kemiju koja se ne prilagođava trendovima. Nadalje, društveni razvoj čovječanstva nešto je što traje tisućama godina, naša kultura kao ljudske vrste se stalno razvija u više smjerova, ali zapravo sve su kulture pomalo nalikovale jedna na drugu, nekako je tu tradicionalna obitelj bila temelj društva. Sada je i to okrenulo naopako. Kako se ljudsko tijelo može tome prilagoditi u jednoj generaciji? Kako se čovjek kao društveno biće može prilagoditi u jednoj generaciji? Pitanje je hoće li uopće doći do prilagodne...a na kraju krajeva, pitanje je treba li uopće forsirati prilagodnu na moderni život. Naše tijelo je organizam, složeni organizam, biološki i u svakom drugom smislu, a mi kao ljudske jedinke složeni smo i kulturološki. Čovječanstvo se tisućama godina razvijalo u nekom prirodnom ritmu koji je sada narušen. Naravno, nije prošlost bila idealna, bila su česta razdoblja gladi i slično, ali slažem se s tobom da se opet pratio neki prirodni ritam, dan, noć, svjetlo i tama, spavanje kada padne mrak. Ljudi su u prošlosti naporno fizički radili, ali su se dosta i odmarali. Zimi su noći bile duge i ljudi su spavali. Nisu lovili po noći, ni kopali polja, postojao je ritam kretanja i odmora. Prehrana je također imala ritam. Bilo je više gladi nego danas, ali i manje prejedanja. Danas je sve poremećeno od prehrane do stalne stimulacije. Smatram da je sjedilački način života jedan tihi ubojica, a slažem se sa svime što si naveo kao uzrocima modernih problema: kronični stres, prezatrpanost informacijama i podražajima, poremećen i nekvalitetan san, nezdava i prerađena hrana te stotine malih zahtjeva. Pritisneš krivu tipku i isprazni ti se bankovni račun. Ljudi postaju žrtve prevaranata ne jer su glupi ili naivni nego jer su preoptereći informacijama i zadacima. Nedavno sam na Linkedinu pročitala primjer neke žene kojoj su ispraznili bankovni račun, uspješna i obrazovana žena, jednostavno nešto nije provjerila, neku adresu između tisućama stvari, zadataka i uplata/isplata koje radi svaki dan i taj jedan klik je bio koban. Doslovno se može tako nešto dogoditi svakome od nas. Slažem se da je taj pritisak neprekidnog funkcioniranja na visokoj često i vrhunskoj razini veliki problem. Za mozak i tijelo to je neizdrživo nekad i sve češće se pojavljuje burn out. Ni mozak, ni psiha ni tijelo ne može reagirati na ambicije modernog vremena. Tijelo reagira biološki, a psiha se tu također uključuje. Ja bih rekla i duša, ali to je već malo složenije pitanje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Smatram da je danas strašno zanemareno zdravlje djece i mladih. Sa djecom i mladima se nitko ne bavi, prepuštena su društvenim mrežama gdje su izložena svemu i svačemu, a maločemu normalnom. Pogotovo djeca iz većih gradova i urbanih sredina koja imaju veću biološku i psihološku ranjivost zbog stresa koji sam život u urbanom središtu izaziva. Razlika između djece sa sela i velikih gradova je često ogromna. Djeca iz gradova često nemaju ni razvijenu koordinaciju ni snalaženje u prostoru. Čak i djeca koja treniraju sportove često imaju lošu motoriku i koordinaciju. Ne rade svi treneri kvalitetno, a osim toga jedan sat treninga tjedno ne čini čudo i ne može zamijeniti kretanje koje je neophodno za djecu u razvoju. Ovdje skoro svi dječaci treniraju nogomet, a motorika im je često grozna, ne mogu stajati na jednoj nozi i održavati ravnotežu nekoliko sekundi.

    Slažem se da je tijelo najvjerniji svjedok cijele naše povijesti. Kažu da tijelo pamti traume na molekularnoj razini, da teško razdoblja ostanu zapamćena ne samo u mozgu nego u različitim djelovima tijela. Biologija ima svoju istinu, a ta istina ne može se kupiti niti prodati. Da, možda je to ono što ljudi odbijaju prihvatiti u ovom modernom vremenu, da se sve ne može kupiti, usavršiti i prodati. Da tijelo nije nešto za što se može donaplatiti preplata, instalirati novi model ili naručiti novi primjerak.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Licznik Gości

Obserwatorzy